Cześć!

Emocje po minionym weekendzie powoli opadają. Za nami 2 runda RSMP – 7. Rajd Nadwiślański.

Kompaktowy charakter rajdu- jeden dzień rywalizacji- mógł stworzyć wrażenie, że nie będzie to aż tak wymagająca impreza. Jak się okazało, nic bardziej mylnego. Rozmawiając na mecie z zawodnikami tak naprawdę każdy miał na koncie przestrzelone hamowanie, cofanie, obrócenie się i inne przygody, które wcale nie zdarzają się tak często w pozostałych rajdach sezonu. To jest pewnego rodzaju definicja wyjątkowości Rajdu Nadwiślańskiego, który pomimo 6 odcinków specjalnych, nizinnego charakteru i niewielkiej ilości naturalnych zakrętów stanowi wyzwanie dla wszystkich załóg.

Asfalty w tym roku były bardzo śliskie – miałem wrażenie, że może nawet trochę bardziej niż w zeszłym roku. Cała magia szybkiej jazdy na tym rajdzie to wyróżnienie miejsc z normalną przyczepnością, tych śliskich i tych bardzo śliskich. Wydaje się niemożliwym przejechać ten rajd hamując w większości miejsc w punkt, ponieważ za którymś razem może nie wystarczyć nam miejsca. Żeby zobrazować śliskość, porównywałbym jazdę w tych najbardziej nieprzyczepnych fragmentach do jazdy na zimowych oponach bieżnikowanych w lato po zakrętach. Wszystko się ciągnie, trzeba reagować dużo wcześniej, drogi hamowania wydłużają się. W samym zakręcie musimy prawie zatrzymać się, żeby skręcić i pojechać dalej. Chwilę później wpada się jednak na normalny asfalt, gdzie przyczepność jest znowu niesamowicie dobra- i tak w kółko.

Odbyliśmy krótkie testy przed rajdem, moje samopoczucie za kierownicą było dobre. To był mój trzeci start w Rajdzie Nadwiślańskim, a część odcinków była bardzo podobna do tych z 2017 roku. Chciałem, żebyśmy jechali konkurencyjnym tempem od początku rajdu. Myślę, że faktycznie ruszyliśmy dobrym tempem, ponieważ na pierwszym międzyczasie po około 4 kilometrach mieliśmy 3 sekundy przewagi nad drugą załogą. Dość szybko okazało się, że takie tempo było nieadekwatne do moich aktualnych możliwości. Dość długo o tym myślałem po rajdzie i właśnie w ten sposób skwitowałbym błąd, który popełniłem.
Podczas hamowania z około 160 km/h na szutrowej partii do wolnego zakrętu wybrałem zły punkt hamowania, a na dodatek technika, którą hamowałem była niewłaściwa. Mieliśmy dużo szczęścia – na wprost było pole w które mogliśmy wjechać i bez problemów wrócić na drogę bez żadnych uszkodzeń. Szczęście w rajdach też jest potrzebne.

Muszę Wam przyznać, to nie łatwa sytuacja. Szybka jazda w rajdach samochodowych opiera się w bardzo dużej mierze na pewności i świadomości swojej wizji drogi. Mnie moja zawiodła i to konkretnie. Przed nami była jeszcze ponad połowa odcinka i cały rajd. To było duże wyzwanie. Było mi trochę wstyd, ponieważ sam od siebie oczekuję stabilności jazdy, pewności, wystrzegania się błędów, a jeżeli je popełniam to chciałbym mieć pewną kontrolę nad nimi. Gdybym zdecydował się na walkę na skraju swoich umiejętności to akceptowałbym błędy. Na oesach jak poranny Rajdu Nadwiślańskiego nie powinienem był generować takich sytuacji.

Dalszy rozwój wydarzeń był pozytywny. Po raz kolejny wyczyściliśmy z Szymonem głowy i pojechaliśmy dobre 5 odcinków specjalnych, które wywindowały nas z 10 na 2 miejsce. To wielka zasługa Szymona, który wierzy we mnie niezależnie od wydarzeń i pomaga w takich sytuacjach. Współpraca kierowca-pilot podczas rajdu ma bardzo duże znaczenie, a taka jaką ja mam z Szymonem stanowi jeszcze dodatkową wartość.

Niezależnie od porannego błędu, to nie był rajd na którym nasze tempo pozwoliłoby na kontrolowanie rywalizacji. Tomek i Damian byli bardzo szybcy, czego im bardzo gratuluję. Myślę, że w skali rund RSMP tempo, którym jechali było naprawdę wysokie. Moja technika jazdy podczas pierwszego przejazdu OS Wilków nie pomagała. 27 kilometrowy oes składał się z wielu wolnych, 90 stopniowych zakrętów, w których trzeba było zdecydować się jaką techniką je pokonywać. Na początku więcej zakrętów pokonywałem na ręcznym. Samo dojście było OK, natomiast niska przyczepność nie ułatwiała złapania trakcji na wyjściu, przez co musiałem długo czekać z gazem. W drugiej pętli, na Power Stage’u zrewidowałem tę technikę i wróciłem do bazowej gokartowej techniki o której zawsze wszystkim opowiadam- im wolniej tym szybciej. Wytracałem bardzo mocno prędkość przed zakrętem, skręcałem i szukałem jak najszybszego odjazdu. Wrażenie ze środka było średnio dynamiczne, ale poprawa czasu była znacząca i dała nam zwycięstwo w Power Stage!

Ostatecznie zakończyliśmy rajd na 2 miejscu. To naprawdę dobre rozwiązanie biorąc pod uwagę wydarzenia na OS1. Po raz kolejny jednak mam pewne przemyślenia co do swojej formy. Jest teraz chwila czasu, chciałbym się skupić i mam nadzieję przepracować właściwie moje słabe strony.

Dziękuję Wam bardzo za kibicowanie, dopingowanie i trzymanie kciuków niezależnie od naszej pozycji. Mam bardzo dobry zespół, który zasłużył swoją pracą na tym rajdzie na miejsce oczko wyżej- jestem z nich dumny.

Pozdrawiam Was serdecznie,
MikoMarczyk

Previous Tomaszewski znów triumfuje! V Runda Poznańskiej Ligi Kartingowej za nami
Next Rdest ponownie w Misano