W ostatni weekend zakończyliśmy mój debiutancki sezon Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski 2017 Rajdem Śląska.

Był to dla mnie wyjątkowy weekend, ale o tym poniżej.

Rajd Śląska był nową imprezą w kalendarzu Mistrzostw Polski. Jak się okazało trasy bazowały na trzech rajdach: Mikołowsko-Żorskim, Wisły i Barbórki Cieszyńskiej. Taka specyfika odcinków gwarantowała nam nie lada wyzwanie i dużą zmienność. Z pewnością dla wszystkich zawodników i kibiców ułatwieniem okazała się pogoda, gdyż mieliśmy naprawdę świetne warunki- sucho i ciepło. Wydaje mi się, że odmianą na niektórych odcinkach okazały się ograniczniki cięć, które stały praktycznie wszędzie. Z mojej perspektywy jest to ułatwienie, ponieważ trasa jest czystsza i precyzyjna, jednakże w rajdach spotykamy różne warunki i cięcia oraz brud na drodze są również częścią tego sportu. Z pewnością uważam to za zaletę dla siebie, bo np. debiutując na odcinku Ochaby nie mam takiej różnicy doświadczenia względem zawodników, którzy jechali go wielokrotnie w latach ubiegłych- są przyzwyczajeni do wielu cięć, więc linia jazdy dla nich w tym roku była zdecydowanie inna.

Co do ograniczników cięć moim zdaniem mają swój urok- trzeba być technicznie sprawnym kierowcą, żeby jeździć gdy stoją przy drodze, organizatorzy nie mają później problemów z czyszczeniem trasy po rajdzie, a prawdopodobieństwo złapania kapcia maleje. Dodatkowo każdy jedzie po tej samej drodze, a nie jeden 10 metrów od drogi a inny 3 metry 🙂 Jest oczywiście aspekt „prawdziwości” rajdowego klimatu i widowiskowości, które są na minus. Moim zdaniem zachowanie równowagi i złotego środka tak jak np. było to na Rajdzie Świdnickim (trochę otwartych cięć, trochę słupków) to petarda rozwiązanie 🙂

Organizatorzy zadbali o aspekt reklamowo-marketingowy imprezy w fajny sposób. Super sprawą były dwa odcinki miejskie- Stadion Śląski i Mikołów. Miło mi było jechać i patrzeć na tłum ludzi na rajdzie do którego nie jestem przyzwyczajony 🙂 Takie odcinki to moim zdaniem przyszłość rajdów i muszą się odbywać, bo możemy trafić do większej ilości kibiców, którzy są w dużych miastach na miejscu i chcą zobaczyć jak rajdówki idą bokiem, zaciągają ręczny, a z tarcz lecą iskry 🙂

Rywalizację rozpoczęliśmy od OS1 Stadion Śląska- petarda odcinek pomimo tylko nieco ponad 1 kilometra długości. Ruszaliśmy z zabrudzonej nawierzchni, która na pierwszych trzech zakrętach była bardzo podchwytliwa w połączeniu z zimnymi oponami, następnie wpadaliśmy na rondo w kształcie jajka, wykonywaliśmy nawrót wśród tłumu kibiców i jechaliśmy do mety. Dla nas ten odcinek okazał się dobry- dojechaliśmy na 2 miejscu w klasyfikacji generalnej ex aequo z Tomkiem Kasperczykiem przegrywając o 0,6 s. ze Zbyszkiem Gabrysiem. To był dobry początek rajdu.

Drugi dzień rozpoczęliśmy od odcinka Wyry, który w jakiś 15% pokrywał się z oesem Gostyń z zeszłorocznego Rajdu Mikołowsko-Żorskiego. Pojechaliśmy go słabo, ale takie było założenie- na pierwszym odcinku ponad wszystko do mety.

OS3 to Ochaby do których czułem respekt, nie jechaliśmy za szybko w moim odczuciu, ale dojechaliśmy do mety 3,8 s. nad drugim zawodnikiem z klasy i ze stratą 1,13 s./km do zwycięzcy oesu w R5tce- przyzwoity oes pomimo braku odczuwalnej prędkości.

OS4 Miedźna to równa i spokojna jazda bez ryzyka i również umocnienie się na fotelu lidera klasy o kolejne 0,4 s..

Drugą pętle rozpoczęliśmy od OS5 Ochaby, na których miałem plan w wielu miejscach przyspieszyć, bo za pierwszym razem do ideału było daleko. No i dojeżdżamy do mety, ja spodziewam się lepszego czasu, a pojechaliśmy około 5 sekund wolniej. Tak to czasami w rajdach jest, że jedziesz wolno, a czas jest przyzwoity, ale zdarzyło mi się to po raz pierwszy, że miałem wrażenie szybko jechać a wyszło bardzo wolno, gorzej niż w pierwszej pętli. Prawdopodobnie chciałem być za bardzo kierowcą rajdowym i zacząłem wrzucać auto w zakręty i pozornie zwiększać prędkość tracąc czas pewnie wszędzie. Jeszcze nigdy nie osiągnąłem dobrego czasu robiąc coś innego niż jadąc czystą wyścigową linią jazdy z elementami zmniejszenia prędkości w ramach zabezpieczenia się w razie kamyczków czy też brudu na drodze- taka strategia procentuje.

Na OS6 Miedźna była pora na pobudkę, bo w tym tempie z poprzednich Ochab dość szybko spadlibyśmy z pozycji lidera w klasie. I plan wykonany- spokojnie przejechany oes i 2,5 sekundy przewagi na mecie w klasie oraz 1,05 s./km straty do zwycięzcy.

Wybraliśmy się na ostatni odcinek miejski do Mikołowa (1,9km). Był to mój pierwszy odcinek w historii, który jechałem po raz drugi- rok temu stanowił on prolog Rajdu Mikołowsko-Żorskiego. No i na tym oesie zdarzyła się dla mnie wyjątkowo rzecz, ponieważ udało nam się wygrać go w klasyfikacji generalnej o 1,4 sekundy ! 🙂 To było miłe uczucie i fajne zwieńczenie I etapu. Dzień skończyliśmy z przewagą 5 sekund nad Łukaszem i Grześkiem- mało, a z drugiej strony wcale nie mało patrząc jak równo podróżowaliśmy przez cały dzień.

W niedziele rano czułem, że OS8 Bzie ułoży w dużej mierze rywalizację tego dnia- długi i z samego rana. Stwierdziłem, że nie rozglądamy się za innymi tylko jedziemy swoje. Strategia się opłaciła, bo w klasie OPEN N nikt nie pojechał idealnie. Łukasz skrzywił felgę i cofał, Marcin też miał pewne kłopoty, a my z prędkością około 150 km/h wysunęliśmy się delikatnie z drogi na zewnętrzną trawkę, co Szymon skomentował słowami „postraszyło” 🙂 . Tak to w rajdach bywa, że czasami trzeba mieć szczęście, ale też szczęściu trzeba pomagać analizując, czy na tej zewnętrznej stoją drzewa, czy jest kawałek miejsca do „wypuszczenia”. Dojechaliśmy odcinek ze stratą 1,05 s./km do zwycięzcy i przewagą w klasie nad Łukaszem w wysokości 13,1 sekundy.

No i na OS9 Chybie nie udźwignąłem sprawy należycie, jeżeli chodzi o kontekst strategii. Miałem 18,2 s. przewagi nad Łukaszem i 5 odcinków do końca- mówię sobie tak, że trochę te Chybie odpuszczę, to zwiększę bezpieczeństwo jazdy a może i tak wyjdzie przyzwoity czas. No i przykra sprawa bo na Chybiach jestem przez to bardzo wolny i wcale nie czuje pewności jazdy. Przegrywamy 6 sekund z Łukaszem i tracimy 1,66 s./km do zwycięzcy odcinka. Trochę lipa ta moja strategia. Decyzja przed kolejnym oesem została podjęta jedyna słuszna- powrót do realizacji swojego tempa i nie rozglądanie się na sytuację.

OS10 Suszec w ten sposób został wygrany w klasie o 1,6 sekundy.

Przed ostatnią pętlą, która liczyła około 25 kilometrów (po skróceniu odcinka Bzie) mieliśmy 13,7 sekundy przewagi. W związku z tym zdecydowaliśmy się na następującą strategię. OS11 Bzie chciałem przejechać praktycznie w identycznym czasie co Łukasz. Od razu po starcie do oesu zaczął dzwonić GPS w rajdówce, co wywołało u mnie pewną konsternację i nie ukrywam, że koncentracja delikatnie spadła a kilka razy noga drgnęła na pedale gazu- efekt taki, że tracimy 1,7 sekund, co nie było zgodne z planem.

Ale ok- mamy 12 sekund, wiem, że OS12 Chybie odpowiada Łukaszowi, ale wiem też, że na Suszcu mam pewnego asa w rękawie. Plan więc na pojechanie spokojnie, żeby nic nie zrobić na OS Chybie i w głowie zaplanowałem sobie stratę do Łukasza w wysokości 6 sekund- tak aby 6 sekund zostało przed ostatnim oesem. No i po raz kolejny plan mi się trochę rozjeżdża- tracimy 7,8 sekundy, więc przed ostatnim oesem zostaje nam tylko 4,2 sekundy.

Można powiedzieć, że wszystko zgodnie z założeniami jednak jak przed ostatnim oesem decydującym o zwycięstwie w rajdzie i tytule mistrzowskim przewaga stopniała, a konkurent czuje krew i jest w gazie o strategii do końca nie ma co mówić tylko po prostu trzeba jechać. Wiedziałem też, że to ja mam 4,2 s. przewagi, a Łukasz ma 4,2 straty więc to on musi troszkę bardziej wyjść z siebie, patrząc na to, że na pierwszej pętli dojechaliśmy na tym oesie 1,6 s. przed nim.

Odcinek starałem się jechać szybko, ale nie za wszelką cenę- bezpieczeństwo występowało i wiedziałem, że dojedziemy do mety. W pierwszej pętli osiągnęliśmy czas 6.04.2 i dojeżdżając do mety czułem z tempa jazda i liczyłem na czas 6.01.x. Patrzę na wynik na mecie a tam 6.03.7- mam w głowie tylko, że trochę zepsułem ten odcinek i nie pojechałem jak należy. Dookoła nas szampany, fotoreporterzy i kibice- wszyscy troszkę zdezorientowani, bo moja mina nie wskazywała na sukces 😉

Czekamy tą minutę- wydawała się dość długa. Tomek Kasperczyk mówi do nas przez szybę, że Łukasz z Grześkiem jadą z otwartą maską i urwanym błotnikiem i że wygraliśmy. Ja myślę sobie, że otwarta maska mogła nie przeszkodzić w super czasie- no ale chwilę potem okazuję się, że wpadają na metę 1,7 sekundy za nami i mają jeszcze 10 sekund kary. Prawdopodobnie za bardzo spieszyło im się do mety 🙂

My z Szymonem zostajemy w tej chwili Mistrzami Polski no i co się działo w kolejnej minucie nie za bardzo pamiętam. Pamiętam tylko, że zgromadzeni na mecie wlewali mi w kombinezon szampana za szampanem i że miałem go nawet w butach. Powtarzały się słowa kibiców, że jesteśmy Mistrzami Polski- to było coś naprawdę miłego i takie coś co nie docierało pełną radością w jedną sekundę tylko z minuty na minutę i godziny na godzinę.

Sam siebie troszkę wycieńczyłem psychicznie, nie wspominając już o kibicach, którzy pewnie dostawali zawału, tym bardziej, że międzyczasy pokazywały, że Łukasz nadrobił już 3 sekundy z 4,2 które mieliśmy. Z jednej strony wiem, że w przyszłości muszę być bardziej kompletnym zawodnikiem i nie dopuszczać do takich sytuacji tracenia tempa ze względu na oddalanie się presji, ale wiem też, że to był finał godny RSMP- ten cykl i kibice zasłużyli na prawdziwe sportowe emocje do końca, dlatego bardzo się cieszę i dziękuję Łukasz Kotarba, który w drugiej połowie sezonu okazał się naprawdę bardzo szybkim konkurentem.

W ten sposób na OS13 zdobyliśmy jeszcze 1 pkt do klasyfikacji generalnej za Power Stage i zakończyliśmy rajd na:

1 miejscu w klasie OPEN N z przewagą 15,9 sekundy nad Łukaszem Kotarbą i Grześkiem Dachowskim

2 miejscu w klasyfikacji generalnej ze stratą 1 min 56 s. do Tomka Kasperczyka (0,86 s./km na całym rajdzie)

Oczywiście 2 miejsce w klasyfikacji generalnej, które zajęliśmy w żaden sposób nie wynika ze świetnego tempa, które mieliśmy, a po prostu ze splotu wydarzeń- Filip Nivette został Mistrzem Polski przed Rajdem Śląska i optymalizując budżet nie startował, Zbyszkowi Gabrysiowi nie udało się dojechać do mety, a Dominykas Butvilas dostał 3 minuty kary za pomylenie trasy- stąd taka nasza pozycja. W tym wszystkim względnie mała strata na kilometrze do Tomka wynika z braku presji i potrzeby spokojnego dojechania do mety i dowiezienia tytułu Vice Mistrza Polski. Tak czy tak, są to rajdy, a to mój debiutancki sezon, więc radość na twarzy się pojawiła 🙂

To tak w związku z rajdem Śląska chciałem Wam przekazać tą trochę przydługawą historię jak wyglądał finał tych emocjonujących wydarzeń całego sezonu. Już niebawem wrócę do Was z relacją z całego sezonu w której opowiem o całym sezonie i wszystkich wzlotach i upadkach 🙂 Na szczęście kończymy w dobrym stylu.

Jesteśmy Mistrzami Polski w klasie OPEN N z naszym zespołem Subaru Poland Rally Team- zaufajcie mi, że nie wyobrażałem sobie za żadne skarby takiego scenariusza na początku sezonu. To jakieś niesamowite i nadal tak uważam- przejechałem w swoim życiu tylko 5 rajdów rangi Mistrzostw Polski i mając 21 lat mogę się cieszyć z takiego zdarzenia. Na mecie dowiedziałem się również, że w historii Polskich rajdów jestem podobno najmłodszym Mistrzem Polski w historii grupy N- cieszę się tym bardziej, że poprzednim najmłodszym był nasz trener Wojtek Chuchała (22 lata), bez którego wiedzy i zaangażowania byłoby to niemożliwe.

Wiem natomiast jedno- bardzo, ale to bardzo dużo pracy przede mną, ponieważ ilość elementów mojej jazdy jaka jest do poprawienia jest bardzo duża. Cieszę się i mam tylko nadzieję, że w przyszłości będzie mi dane nad tym pracować i rozwijać się jako kierowca.

To, że taki świeżak jak ja może na końcu radować się z rezultatów to nie przypadek tylko niesamowita i wybitna praca całego naszego zespołu, któremu z tego miejsca bardzo dziękuję. To oni prowadząc mnie krok po kroku i mówiąc co mam robić zagwarantowali takie rozwiązanie tego sezonu. Należało tylko słuchać- dziękuję bardzo Subaru!

Chciałbym zaznaczyć, że ostateczna klasyfikacja załóg w naszej klasie nie do końca oddaje faktyczny stan umiejętności. Razem z Marcin Słobodzian Official Fanpage i Jakub Wróbel przez cały sezon na wszystkich treningach, testach i rajdach jeździliśmy bardzo podobnie. Marcin to jeden z najlepszych młodych kierowców jakich znam i dobrze wiem, że przyjdzie pora na jego właściwe sukcesy i tą odrobinę szczęścia, która zawsze się przydaje.

Wszystko to co wyżej opisałem nigdy nie miało by miejsca bez wsparcia naszych wspaniałych partnerów, sponsorów i dobrych ludzi. Dziękuje Wam bardzo w imieniu całego naszego zespołu za wsparcie:

Subaru Polska
ENEOS Motor Oil
Keratronik
Szkoła Jazdy Subaru
Braintri.com
Sfera24
Rożek Brokers Group
Ubezpieczenia Rajdowe

Dziękuje Wam wszystkim za niezmienną wiarę i wsparcie- jesteście wielcy!

Pozdrawiam serdecznie,
MikoMarczyk

Previous

KONIEC SEZONU AUDI SPORT TT CUP

Next

Rotax THUNDeR ePowerpack